czwartek, 29 września 2016

Dobrze jest mieć brata lub siostrę.




Nie wyobrażam sobie życia bez mojego rodzeństwa. Nie wiem jak to jest być jedynym dzieckiem w domu. W moim rodzinnym domu byłam otoczona rodzeństwem ze wszystkich stron. Mam 4 starszych braci, jednego brata bliźniaka i młodszą siostrą. Między moimi 3 najstarszymi braćmi, a mną jest dosyć duża różnica wieku. Gdy ja byłam małym dzieckiem oni byli już nastolatkami.

Moje wspomnienia z dzieciństwa związane z nimi są piękne. Pamiętam jak mój najstarszy brat zabrał mnie jako kilkuletnią dziewczynkę na obiad do restauracji. Było to dla mnie niezapomniane przeżycie. Mój drugi brat opowiadał nam (swojemu młodszemu rodzeństwu) bajki na dobranoc. Gdy byliśmy niegrzeczni i nie chcieliśmy zasypiać, bajki stawały się straszne. Mój trzeci braciszek był niezawodny gdy wpadaliśmy w jakieś tarapaty. Kiedyś przejechał pociągiem całą Polskę, aby odebrać mnie i kolejnego mojego brata z obozu nad morzem. Nie mogliśmy wrócić do domu bo w pociągu zostaliśmy ograbieni z pieniędzy przez kontrolera biletów. Nie zapomnę nigdy radości jaką odczułam gdy go zobaczyłam.

Na moich braciach zawsze mogłam polegać. Ci starsi zawsze okazywali mi miłość i traktowali jak ulubioną młodszą siostrzyczkę. Przez osiem lat byłam jedyną dziewczynką w domu. Trochę inne relacje miałam z moim bratem bliźniakiem i tym który był niewiele od nas starszy. Mała różnica wieku powodowała że często rywalizowaliśmy ze sobą, czasami się kłóciliśmy, a nawet biliśmy. Ale gdy trzeba było stanąć w obronie któregoś z nich, gdy obce dzieciaki ich zaczepiały rzucałam się na odsiecz jak lwica broniąca swoich młodych. Oni zresztą też nie pozostawali mi dłużni.

Moja najmłodsza siostrzyczka była przeze mnie bardzo oczekiwana i kochana. Urodziła się gdy miałam 8 lat i to był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Mama mogła bez problemu zostawić ją pod moją opieką, bo wiedziała że nie spuszczę z niej oka nawet na chwilę.

Moich trzech urwisów też bardzo się kocha, mimo że nie przyznają się do tego za skarby świata. Lubię obserwować jak najstarszy podchodzi do najmłodszego i z czułością głaszcze go po główce.

Gdy urodził się nasz najmłodszy synek, jego starsi bracia nie mogli się doczekać kiedy go zobaczą. Gdy przywieźliśmy go do domu i położyliśmy na łóżku, każdy z nich położył się obok swojego malutkiego braciszka aby go przytulić. Kibicowali mu, gdy się po raz pierwszy uśmiechnął, kiedy zaczynał pełzać, raczkować, czy chodzić.

Teraz gdy jest już trochę starszy pojawiają się różne zgrzyty między nim a naszym średnim synem. Już nie jest dla najmłodszego taki opiekuńczy i wyrozumiały jak wcześniej. Ale zdarzają się też momenty że się świetnie razem bawią i nie widzą poza sobą świata, jak każde rodzeństwo.






















Dorastanie wśród rodzeństwa nie zawsze jest łatwe i przyjemne, czasami jest to szkoła przetrwania, przygotowująca nas do dorosłego życia. Bez rodzeństwa byłoby jednak trochę smutno, no i zawsze jest obok ktoś do zabawy.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz