środa, 9 marca 2016

Na farmie.

Dzień dobry moi drodzy.

Ciągle czekam na wiosnę, na słońce i ciepłe dni, ale jak na razie u nas tylko wiatr jak z bieguna północnego, deszcz jak w deszczowej krainie i dlatego pewnie wiosna nie nadchodzi.

Wczoraj pojechałam z klasą mojego najmłodszego synka na farmę. Dzieci były naprawdę bardzo podekscytowane, dla niektórych sama podróż autokarem to było duże przeżycie. Małym ludziom czasami niewiele potrzeba do szczęścia.

Gdy już wysiedliśmy z autokaru przywitał nas farmer Ed i zabrała nas na swoją farmę aby pokazać dzieciom zwierzątka.
Najpierw przywitaliśmy się owieczkami. Malutkie owieczki urodziły się kilka dni wcześniej.





Farmer Ed opowiedział dzieciom że jedna mama owca urodziła trojaczki. Karmi dwie owieczki ale trzecią najmniejszą i najmłodszą trzeba dokarmiać z butelki.




Wszystkie dzieci miały możliwość nakarmić malutką owieczkę, zostały ustawione w kółku i przekazywały sobie butelkę z mlekiem, a owieczka podchodziła i piła mleczko. Dzieci były przeszczęśliwe, a owieczka też bo się najadła do syta.




Później jeszcze dzieci mogły ją delikatnie pogłaskać.

Kolejne zwierzęta które odwiedziliśmy to były kozy.


Kozy to bardzo przyjazne stworzenia, za wszelką cenę chciały nawiązać z dziećmi kontakt.



"Mee jak się nazywasz chłopczyku, podejdź tu bliżej to sobie spróbuje jak twoje ubranko smakuje".


"Ha ha ha co ta za dzieciaki- dziwaki przyszły. I jak są śmiesznie ubrane nie mają sierści na sobie, tylko jakieś kolorowe szmatki, ha,ha,ha."
Ta koza się naprawdę śmiała.



Ta koza najbardziej rozbawiła dzieci, bo zdjęła jednemu chłopcu czapkę z głowy, a gdy nauczycielka podeszła go ratować to koza zaczęła dobierać się do jej plecaka.



Odwiedziliśmy małego cielaczka, który z jakiegoś powodu (nie słuchałam uważnie zajęta robieniem zdjęć) nie był karmiony przez swoją matkę.



Dzieci mogły zobaczyć jak cielaczek uczy się pić mleczko z wiadra, potrzebuje jeszcze przy tym pomocy gdyż w innym przypadku wylałby mleko i nadal byłby głodny.








Koguty i ich żony i dzieci chodziły sobie po całej farmie, nic sobie nie robiąc z tego że mają gości.










Lama natomiast była zainteresowana gośćmi, dobrze że to była kulturalna lama i nie napluła na nikogo.



Razem z lamą mieszkał renifer, może to on nauczył ją dobrych manier.


Oślica bardzo się zmartwiła jak dzieci poszły przywitać się ze świnkami, aż głośno i donośnie zaczęła je wołać aby wróciły do niej, a może chciała im się poskarżyć na swój ośli żywot.


Gdy odwiedziliśmy wszystkich mieszkańców farmy, poszliśmy na plac zabaw i to chyba była największa atrakcja tego wyjazdu.
Ja przy okazji podziwiałam piękne widoki.




Uwięzione księżniczki i dzielni rycerze mieli cały zamek dla siebie, a oprócz tego jeszcze statek.






Jeszcze trzeba było wypróbować czy traktor działa



Atrakcji było co niemiara szczególnie dla naszych milusińskich, ale pogoda nas nie rozpieszczała i ja zmarzłam niemiłosiernie, jeszcze dzisiaj mi zimno.
W każdym bądź razie dzieci były zadowolone i szczęśliwe wsiadły do autokaru aby wrócić do szkoły, gdzie czekali na przyjście rodziców.
Na pewno długo jeszcze będą wspominać tą wyprawę, szczególnie niesforne kozy.




Pozdrawiam serdecznie wszystkich moich czytelników.
Postaram się aby następny post był kulinarny.

Margaritka














































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz