środa, 19 sierpnia 2015

Dzieciom w domu się nudzi.

To że dzieciom w domu się nudzi to każdy wie, dlatego trzeba im ciągle wymyślać nowe atrakcje.
Wczoraj wybraliśmy się na wyprawę do parku, była to wyprawa matki z synami i naprawdę bardzo się nam podobało.

Słońce mocno przygrzewało więc na pierwszy rzut poszły lody.




Starszy brat namówił młodszego na wymianę, wiadomo grunt to dobra reklama. Powiedział mu że jego jest lepszy i młody dał się nabrać.


Po lodach nadeszła pora na wspinaczki czyli to co mój średni syn lubi najbardziej. Nie przeoczy on żadnej nadarzającej się okazji aby się na coś wspiąć czy to drzewo, czy płot, a nawet garaż nie nic go nie odstraszy. Nie dziwne więc że najmłodszy idzie w ślady starszego brata.







Siedząc na ławeczce i robiąc im zdjęcia myślałam o tym że dzieciom tak naprawdę nie zależy na tym aby na przykład plac zabaw był jak najlepszej jakości, żeby były miękkie podłoża i wypasione wyposażenie. Oni są szczęśliwi gdy mają się na co wspiąć, gdy mogą zeskoczyć bosymi stopami w ciepły piach, gdy mogą pohuśtać się na huśtawce i wyobrazić sobie że lecą gdzieś dalego do samego nieba.


Wystarczy trochę metalu w kształcie pociągu i jest zabawa, czego więcej trzeba. Uruchamia się wyobraźnia, zwoje mózgowe zaczynają pracować pełną parą. Dzieciom nie potrzebne są do szczęścia konsole, gry komputerowe, telefony komórkowe czy tablety, one są szczęśliwe gdy ich wyobrażnia pracuje.

Z pociągu chłopaki przesiedli się na rakietę i polecieli w kosmos...





Lubię patrzeć jak moi chłopcy bawią się razem, jak młodszy patrzy na starszego i go naśladuje (niestety nie zawsze w pozytwnych rzeczach). Cieszę się jak starszy się młodszym opiekuje i troszczy się żeby nie spotkała go krzywda. Oczywiście zdarza się też że się pokłócą lub nawet pobiją, w końcu to chłopaki.




Po rakiecie trzeba było spróbować swoich sił w dżungli.




Obserwowałam jak młody dzielnie próbował się dostać jak najwyżej, mimo przeszkód i niepowodzeń nie poddawał się. Nie znięchęcały go nawet upadki, wręcz przeciwnie motywowały go do dalszych wysiłków.



A dla starszego jak już wspominałam takie wspinaczki to pestka.




I jeszcze w ciuchci od środka


i na dachu


i na stoliku


i jeszcze na huśtawce.


Ostatnio ulubiona zabawa moich dwóch najmłodszych synów to wyścigi kto pierwszy do mamy. Wiadomo najmłodszy nie ma szans ze swoim starszym bratem ale o dziwo on często pozwala mu wygryć. Tak dorasta mój średni synek. On uwielbia wygrywać, uwielbia wyzwania, uwielbia być najlepszy ale potrafi zrobić przyjemność młodszemu bratu i pozwola mu pierwszemu dobiec do mamy.



Gdy tak patrzę na uśmiechnięte buźki moich dzieci i radość w ich oczach to jestem szczęśliwa i wdzięczna że mają takie fajne dzieciństwo. To inwestycja na całe życie. Ja też swoje dzieciństwo wspominam jako niekończącą się radość, wiszenie głową na trzepaku, bieganie po ciepłym deszczu, zabawy w błocie, sanki i narty w zimie, tarzanie się w śniegu i wiele innych wspaniałych chwil. Chociaż nie miałam tego wszystkiego co mają dzieci w dzisiejszych czasach miałam szczęśliwe dzieciństwo i to przede wszystkim się liczy.




W drodze powrotnej przez park było jeszcze wspinanie się na drzewa



kolejne wyzwanie, kolejne drzewo.



Przystanek przy fontannie, fontanny nie można ominąć, nie ma takiej opcji.



Oczywiście trzeba było wyłowić pieniążki z fontanny i za chwilę wrzucić je jeszcze raz.



A na koniec pozwólcie że dodam trochę kwiatowych zdjęć bo niezmiennie zachwycam się ich pięknem







Prawda że piękne?


To był naprawdę miły dzień oby takich jak najwięcej tego wam także życzę drodzy czytelnicy.

Pozdrawiam

Margaritka





















































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz