środa, 29 marca 2017

Dzień Mamy




Dzień mamy w Anglii był celebrowany tego roku w niedzielę 26-go marca. Mimo tego że noc z soboty na niedzielę była o godzinę krótsza z powodu zmiany czasu, wszyscy obudzili się w dobrych humorach. Już od rano świat za oknem rozjaśniło nam mocno przygrzewające słońce. Chłopaki z pomocą taty przygotowali wspólne śniadanie. Już dzień wcześniej coś szeptali po kątach, domyślałam się że szykują mi niespodziankę. Głównym dowodzącym całej akcji był mój średni syn. To on zarządził wyjazd do sklepu w celu poszukiwania prezentów. On zorganizował też akcję pakowanie i pilnował żeby najmłodszy przypadkiem się nie wygadał. W piękny niedzielny poranek, zostałam obdarowana pięknymi frezjami (jedne z moich ulubionych kwiatów) i prezentami, a także kartkami. Chłopaki spisali się na medal. Takie momenty uświadamiają mi, że cały mój trud poświęcany na wychowywanie dzieci nie idzie na marne. Mimo tego że nie są aniołkami i zdarza im się być niegrzecznymi, to jednak mimo wszystko coś do nich dociera. Bardzo wzruszyło mnie także to że dostałam też prezent i piękną kartkę od chłopca którego nie jestem biologiczną mamą, ale jestem mamą zastępczą. Uświadomiło mi to po raz kolejny jak ważną jestem dla niego osobą. Nie zawsze jest łatwo, ponieważ wychowanie go wymaga od całej naszej rodziny dużego poświęcenia, jednak mimo wszystko jestem szczęśliwa że możemy temu dziecku okazywać miłość, której on tak bardzo potrzebuje.









Pozdrawiam wszystkich odwiedzających tego bloga

Margaritka


niedziela, 26 marca 2017

Zdobywamy fort




Zapachniało wiosną, przygrzało słonko, deszczowe chmury zniknęły z horyzontu. Kto by w taki piękny, wiosenny dzień siedział w domu. My nie marnujemy takiej okazji, tym bardziej że nigdy nie wiadomo jak długo taka pogoda się utrzyma. W weekend odwiedzili nas nasi przyjaciele, którzy też byli żądni przygód. Wyruszyliśmy razem na wyprawę. Najpierw musieliśmy się wspiąć na górę. Nie był to drapacz chmur, taki sobie pagórek na który można wejść po schodach. Widoki z góry są piękne, spacer bardzo przyjemny a zdobycie fortu bardzo ekscytujące.




































Po kilkugodzinnym spacerze wszyscy byliśmy zmęczeni ale także zadowoleni z wyprawy.


Pozdrawiam was serdecznie

Margaritka

poniedziałek, 20 marca 2017

Pieczeń z przepisu babci Zosi





Miałam na tym blogu publikować przepisy na dania babci Zosi. Trochę was w tym temacie zaniedbuje. Chyba nadeszła pora na małą poprawę. Na początek podzielę się z wami przepisem na pieczeń, który dostałam od babci Zosi.






Aby zrobić taką pieczeń będziemy potrzebować:

1 kg dobrego mięsa
1 filet z kurczaka
1 kg pieczarek
8 jajek (same białka)
40 dag sera gouda (może być inny)
8 łyżek bułki tartej
6 ząbków czosnku
2 duże cebule
trochę masła
przyprawy takie jak: sól, pieprz, zioła według uznania ewentualnie vegeta.



Wykonanie:

Cebulę obieramy i kroimy w kostkę, czosnek obieramy i rozdrabniamy, pieczarki oczyszczamy i kroimy na ćwiartki, a następnie wszystko razem dusimy na maśle. Mięso kroimy w kostkę i przepuszczamy przez maszynkę, ewentualnie rozdrabniamy w robocie kuchennym jeśli mamy w nim taką funkcję. Ser kroimy w dużą kostkę. Łączymy razem rozdrobnione mięso, pieczarki z cebulą i ser. Dodajemy przyprawy, bułkę tartą i mieszamy. Ubijamy białka i delikatnie łączymy z pozostałymi składnikami. Tak przygotowaną masę wkładamy do przygotowanych wcześniej (wyłożonych papierem do pieczenia) podłużnych foremek. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy w temperaturze 180 stopni C przez ok. 40 minut. Zostawiamy do wystygnięcia w foremkach.
Częstujemy gości. Pieczeń można jeść na ciepło lub na zimno.

My poczęstowaliśmy nią naszych gości którzy przyszli na kolacje. Chyba im smakowało.









Takie wegetariańskie zawijańce z ciasta francuskiego przygotowałam dla swojego najstarszego syna, który nie je mięsa. Jeśli ktoś będzie zainteresowany przepisem to mogę podać.




Na deser było ciasto rabarbarowe z ekologicznego rabarbaru prosto z ogródka.





Dzisiaj teoretycznie przypada pierwszy dzień astronomicznej wiosny, ale pogoda jakby temu zaprzeczała. Niebo ma szary kolor a promienie słońca nie mogą się przebić przez grubą warstwę chmur.






Pozdrawiam was serdecznie

Margaritka

poniedziałek, 13 marca 2017

Pierwsze prace w ogródku




Nareszcie poczuliśmy wiosnę, długo nie nadchodziła, było zimno, szaro i ponuro. Ale teraz już zrobiło się bardzo wiosennie i ciepło. Uznaliśmy że pora rozpocząć prace w ogródku i posiać nasionka . Chłopaki dzielnie pomagali, jeśli nadal będą tak chętni do pracy, niedługo będziemy próbować ekologiczne warzywka. Na pierwszy plan poszła cebula, buraki, rzodkiewka, fasolka.















 Posadziliśmy sobie krzaczek agrestu.



Borówka amerykańska pokryła się już kwiatami.




A to gałązka młodej jabłonki.




Nie byłabym sobą gdybym nie zrobiła zdjęć wiosennych kwiatów.















Po ciężkiej pracy należał się zasłużony relaks na huśtawce.




A to kwiatki ozdabiające nasz ogródek, posadzone przez mojego męża z okazji dnia kobiet.





Pozdrawiam was serdecznie i życzę miłego dnia

Margaritka

piątek, 3 marca 2017

Mój dom to nie muzeum/ My house is not a museum



Mój dom to nie muzeum. Nie mam wypolerowanych na wysoki połysk parkietów ani lśniących czystością okien. Owszem myje okna i sprzątam w domu niemal codziennie, ale i tak ciągle jest bałagan. Czasami źle się z tym czuje, ale z drugiej strony dom w którym mieszka 5 chłopaków ( w tym 4 młodocianych) i pies, nigdy nie będzie błyszczał. Mój dom to nie pałac królowej Elżbiety, nie mam służących do sprzątania i kucharzy do gotowania. Mój dom to miejsce gdzie dzieci robią bałagan, ale są szczęśliwe. Mój dom to miejsce przystani dla przybywających z daleka i z bliska. Mój dom to miejsce gdzie znajomi mogą wpaść bez zapowiadania się, a goście są zapraszani z bardzo dużą częstotliwością (głównie przez mojego męża). Chyba już bym się pogubiła, gdybym chciała policzyć wszystkich którzy zagościli w naszych progach, a także tych którzy jeszcze zagoszczą. W naszym domu jest czasami bardzo cicho jak makiem zasiał, a czasami jest wielki gwar i rozgardiasz. Lubię pobyć w samotności, nadrobić zaległości w pracy, ale lubię też gdy coś się dzieje, gdy wokół są ludzie. Lubię spędzać długie godziny w kuchni gotując i piekąc ciasta, bo wiem że moja praca nie pójdzie na marne, nakarmię głodnych. W moim domu są zawsze sterty ubrań do prania i do układania w szafach. Lubię wykonywać swoje domowe obowiązki bo wiem że robię coś dla kogoś. Czasami mam chwile słabości w których myślę, jaki to ma wszystko sens. Codziennie robię to samo, zmywam, gotuję, piorę, sprzątam i wszystko nadaremnie. Ale później uświadamiam sobie, że taka praca której nikt nie widzi i nie dostrzega też jest ważna. Wynagradzają ją miłe słowa: pyszny obiad, dziękuję za ułożenie moich rzeczy w szafie, ta pizza była najlepsza na świecie (pizza zrobiona w domu, nie kupiona), mamusiu jesteś bardzo dobra i miła . Gdy usłyszę takie słowa, wiem że warto robić te wszystkie małe z pozoru, ale jednak bardzo ważne rzeczy. No to się trochę rozpisałam. A oto kilka kadr z naszej codzienności.

My house is not a museum. I have not polished floors or shiny clean windows. Yes, I am washing windows and cleaning my house almost every day, but there is still a bit of mess. Sometimes I feel bad about it, but on the other hand, in my house, where 5 boys (four of them are young)and the dog will never be very tidy. My house is not the palace of Quinn Elizabeth, I do not have servants who can clean and cook for me. My home is a place where children make a mess but they are happy. My house is also a safe place for those who come from near and far. My home is a place where friends can visit without asking, and quests are invited very often (mostly by my husband). I think I will not be able to count everyone who has visited us already, and those who will visit us in the future. In our house sometimes is very quiet, but usually there is a great buzz and bustle. I like to be alone and catch up on work, but I also like when people come around. I like to spend long hours in the kitchen cooking and baking cakes because I know that my work is useful. I'll feed the hungry. In my house there are always piles of clothes for washing. I like to perform those chores because I am doing something for someone. Sometimes I have moments of weakness when I think my work does not make sense. Every day I do the same things, I cook, I wash, I clean up all over and over again. But then I realize that, that type of work, which no one sees, is actually important. My rewards are kind words from my family: it was delicious, thank you for putting my clothes into the wardrobe, it was the best pizza in the whole world, mummy you are very good and nice. When I hear these words, I know that is worth doing all these little (but still important ) jobs. It was just a bit of my reflections. Here are some shots of our daily lives.