piątek, 23 czerwca 2017

Pierogi z truskawkami z przepisu babci Zosi



W letni, gorący dzień ma się ochotę zjeść coś dobrego ale zarazem lekkiego. Jednym z takich letnich dań w domu u babci Zosi są pierogi z truskawkami. W ciągu ostatnich kilku dni było niewyobrażalnie gorąco. Nie trzeba było wyjeżdżać do ciepłych kurortów, wystarczyło wyjść do własnego ogródka lub do parku, albo też pojechać nad morze. My w ciągu weekendu skorzystaliśmy z tej wspaniałej pogody w pełni. W sobotę spędzaliśmy czas na grillowaniu ze znajomymi w uroczym miejscu, gdzie dzieci mogły bawić się w strumyku. W niedzielę pojechaliśmy nad morze i mieliśmy naprawdę udany czas. Upał utrzymywał się jeszcze przez kilka dni, dzisiaj już jest trochę chłodniej. Chciałabym wam podać przepis na pierogi z truskawkami babci Zosi, którymi delektowaliśmy się wczoraj.

Przepis na ciasto na pierogi podawałam już jakiś czas temu tutaj. Ciasto na pierogi z truskawkami robimy w taki sam sposób.






Ciasto rozwałkowujemy i robimy krążki za pomocą szklanki,





Przygotowujemy wcześniej umyte (i wysuszone) truskawki bez szypułek.



Na każdy krążek ciasta kładziemy jedną truskawkę (jeśli truskawki są małe, możemy położyć po dwie), formujemy kształt pierożka i sklejamy końce ze sobą. Układamy na talerzu lekko posypanym mąką.




W międzyczasie w dużym garnku gotujemy wodę. Gdy woda jest zagotowana delikatnie wkładamy porcje pierogów (ok 10-15 jednorazowo). Ja dodaję do wody łyżkę oleju, co zapobiega sklejaniu się pierogów. Gdy pierogi się gotują możemy je delikatnie przemieszać. Gdy zaczynają się wynurzać na powierzchnię oznacza że są gotowe. Wyjmujemy je łyżką cedzakową na durszlak, a następnie przekładamy do naczynia w którym chcemy pierogi podać.

Pierogi z truskawkami wyśmienicie smakują ze śmietaną i cukrem.






Życzę smacznego

Margaritka


czwartek, 8 czerwca 2017

Praca domowa w ogródku



Mój najmłodszy synek przyniósł ze szkoły listę sugerowanych zabaw, wypraw rodzinnych, gier. Na początek wybrał sobie kilka pomysłów, które chciał zrealizować od razu. Na pierwszy plan poszedł rodzinny spacer i szukanie insektów. Pomyśleliśmy że fajnym miejscem, w którym będzie łatwo wykonać to zadanie będą ogródki działkowe. Wybraliśmy się więc tam niezwłocznie. Wiadomo praca domowa ważna rzecz. Rzeczywiście udało nam się wypatrzeć kilka robaczków. Nie znaleźliśmy nic nadzwyczajnego ale pająki, mrówki, biedronka i pszczółki nas nie zawiodły.





Oprócz tego znaleźliśmy też kota, który chyba wyczuł naszego psa i siedział schowany za ogrodzeniem.




|Zebraliśmy trochę plonów takich jak młode buraczki i rzodkiewka. Niestety nic więcej jeszcze nie urosło.




Spróbowaliśmy jak smakują truskawki.




Zrobiliśmy  też trochę zdjęć i zachwyciliśmy się kwiatami. Mój synek wie że często robię zdjęcia kwiatów, więc gdy tylko jakieś wypatrzył od razu wołał: Mamo zrób zdjęcie.

































Zastanawiałam się dlaczego dzieci dostały tego typu pracę domową. Pomyślałam sobie, że prawdopodobnie powodem jest uświadomienie rodzicom jak ważne dla dzieci jest wspólne spędzanie czasu. Żadna elektroniczna niania (tak moja mama nazywa tablet) nie zastąpi dzieciom czasu dobrej jakości spędzonego z rodzicami, dziadkami, rówieśnikami. Ja o tym doskonale wiem, ale czasami w natłoku obowiązków trudno jest mi znaleźć czas na zrobienie z dziećmi czegoś więcej niż zazwyczaj.
Mimo wszystko staram się proponować swoim synom ciekawe dla nich zajęcia.



Pozdrawiam was serdecznie

Margaritka









wtorek, 30 maja 2017

Zmiany



Przez półtora roku opiekowaliśmy się małym chłopcem. Chłopcem który potrzebował bezpiecznego domu, okazania mu serca i uczuć, potrzebował naszego czasu, naszego zaangażowania. Po prostu potrzebował nas. Nie przyszedł do naszego domu na zawsze. Niestety pewne okoliczności nie pozwoliły na to aby został z nami na dłużej. Niedawno się z nim rozstaliśmy. Nie smucimy się i nie płaczemy bo wiedzieliśmy że on nie jest nam pisany na zawsze. Nie straciliśmy z nim kontaktu, będziemy go widywać, będziemy się nim interesować, zawsze będziemy go wspierać i mu kibicować. Znalazł dom, znalazł rodzinę którzy chcą mu poświęcić swoje życie i go wychowywać. Mimo chwilowego smutku z powodu rozstania z nim, równocześnie czujemy radość za to że mogliśmy go poznać, za to że mógł mieszkać w naszym domu, za każdą dobrą chwilę i dobry dzień. Są ludzie którzy krytykują instytucję rodziny zastępczej, mówią że to się nie sprawdza. My mamy odmienne zdanie na ten temat. Może to nie jest doskonałe rozwiązanie, ale jedno z najlepszych. Dzieci które nie mogą czuć się bezpieczne we własnych domach, potrzebują nas, ludzi którzy otwierają dla nich swoje domy. Potrzebują rodzin które potrafią i chcą się nimi zajmować, nie patrząc na to że ich własne dzieci zawsze narażone są na jakieś ryzyko. Cieszę się że my też mamy taką możliwość. Ostatni wieczór przed przeprowadzką naszego chłopca do nowej rodziny zorganizowaliśmy mu pożegnalne przyjęcie. Radości było co nie miara.













Skończył się jakiś kolejny etap w naszym życiu. Jesteśmy wdzięczni za każde dziecko które zostało nam powierzone nawet na krótki czas. I chociaż ciągle spotykam się z negatywnymi komentarzami typu a po ci to, daj sobie spokój. Ja wiem że to jest moje powołanie i praca i będę to robić dopóki będę miała taką możliwość. Nie zawsze jest łatwo, właściwie cały czas jest bardzo trudno. Kilka dni po wyprowadzce naszego chłopca uzmysłowiłam sobie pod jak wielkim stresem żyłam przez cały czas jego pobytu w naszym domu. Gdy zbliżały się wolne od szkoły dni to ja zamiast się cieszyć, myślałam jak to będzie, jak sobie dam radę. Niestety nie mam tutaj nikogo do pomocy. Mogłam liczyć tylko na siebie i swojego męża (wtedy kiedy akurat nie był w pracy). Oczywiście mogliśmy czasami zostawić dzieci ze znajomymi lub rodziną, ale przez większość czasu cały obowiązek opieki nad czyimś dzieckiem spoczywał na moich ramionach. Nie żałuje jednak całego trudu i swojego poświęcenia jakie z siebie dałam. Cieszę się bardzo że go poznaliśmy i spędziliśmy z nim prawie półtora roku.


Pozdrawiam was serdecznie


Margaritka






piątek, 19 maja 2017

Wycieczka do Dunster Castle

Ostatnio odwiedził nas jeden z moich braci. Pod koniec jego wizyty zabraliśmy go  na jednodniową wycieczkę w piękne okolice. Na początku pojechaliśmy do rezerwatu przyrody. Już kiedyś pisałam o tym miejscu. Można tam spotkać wolno żyjące konie i owce. Jest to bardzo piękne miejsce w którym można spędzić cały dzień, spacerując po wzniesieniach i dolinach i podziwiając widoki. My nie zostaliśmy tam przez cały dzień, ponieważ chcieliśmy pokazać mu jeszcze zamek o nazwie Dunster Castle. Zamek ten został zbudowany w 11 wieku. Znajduje się na wzgórzu i otoczony jest różnorodną roślinnością włącznie z palmami. Ze wzgórza rozpościerają się wspaniałe widoki. Z jednej strony na morze a z innej na wioskę Dunster a także okoliczne miejscowości. Pokażę wam dużo zdjęć z tego pięknego miejsca.






























































Popołudniowa herbatka w urokliwej kafejce. Herbatki nie ma na zdjęciach, musicie mi uwierzyć na słowo.

















Wiem zasypałam was zdjęciami ale chciałam oddać urok tych pięknych miejsc.

Moje ostatnie zdjęcie zgłaszam do zabawy na blogu Art Piaskownica






Margaritka